Ciąg dalszy nastąpił...
Trochę opuściłem się z pisaniem postów, ale pora to nadrobić.
W drugim dniu grania Lost: Via Domus niespodziewanie się skończył. Muszę przyznać żeździwiło mnie iż tak szybko zakończyłem swoją przygodę z grą, otóż nie jestem nałogowym graczem i nie mam w zwyczaju tak szybko ich kończyć. Tak więc długość gry jest zdecydowanie jej minusem , dopiero co wczułem się w postać a już musiałem się z nią rozstać. Ponieważ większość zalet gry umieściłem w poprzednim postem dziś skupię się na ocenie wszystkich jej aspektów.
Zacznijmy od grafiki. Nie mam do niej zarzutów, wręcz przeciwnie miejscami filmiki wprowadzające zapierają dech w piersiach (np. intro). Pomimo iż nie grałem na wysokich detalach grafika nie utrudniała mi gry ani też nie obrzydzała widoków :) . Tak więc 8/10
Zejdźmy na muzykę. Była cudowna, trzymała napięcie, oddawała emocję bohatera, ogółem była przyjemna dla ucha. Oceniam na 9/10 .
Fabuła. Była świetna - bardzo dobrze trzymała klimat serialu , atmosferę tajemnicy, miejscami zgrozy. Miejscami brakowało charakterystycznych dla telewizyjnej wersi zwrotów akcji, jednak nie mam więcej zastrzeżeń, tak więc 10/10
Oceniłem jedynie trzy aspekty gry, które wyróżniały ją od innych tego typu. Jak już pisałem poprzednio , polecam tą pozycję każdemy kto miał chociaż niewielki kontakt z grą
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz