Drodzy czytelnicy, dziś dla odmiany na łamach krytycyzmu absolutnego opublikuję wpół krytyczną recenzję gry Lost: Via Domus. Tak więc dla odmiany nie znajdziecie jedynie wad, tylko moją recenzję. Zostanie ona podzielona na dwie części, gdyż chciałbym ocenić grę na samym początku oraz gdy już ją ukończę.
Na wstępie, osobiście jestem ukrytym miłośnikiem serialu J.J. Abramsa. Możnaby spytać co pociąga mnie w tym rzekomo zagmatwanym serialu. Ano "Zagubieni" są wyjątkowym serialem, jedynym w swoim rodzaju, jednak serial to już odrębny temat i prawdopodobnie przyszły post :) .
Wracając do gry, jest to pozycja którą polecam każdemu, kto miał styczność z serialem. Osoby które nigdy wcześniej nie obcowały z Lost, miałyby problemy ze zrozumieniem fabuły i dostrzeżeniem powiązań z telewizyjną wersją. Sama gra, podobnie jak serial różni się od wielu innych gier, gdyż w bardzo dobry sposób ukazuje jak to jest wylądować na Wyspie. Warto również zauważyć iż twórcy nie chcieli drążyć postaci z serialu, tylko na potrzeby gry wymyślono całkiem nowego bohatera. Tak więc wcielamy się w fotoreportera Elliota Maslova, który po katastrofie doznaje amnezji. Bohater za wszelką cenę stara się przypomnieć jakikolwiek fakt z przeszłości. Pomagają mu w tym tzw. Flashback`i polegające na tym że przenosimy się do przeszłości odkrywając tajemnice głównego bohatera. Kojarzycie to z czymś? No jasne, podobne sceny są zawarte prawie w każdym odcinku każdego sezonu Lost, kiedy to poznajemy losy rozbitków sprzed katastrofy. Skoro jesteśmy już na powiązaniach pomiędzy serialem a grą to muszę przyznać że jestem pod wrażeniem ich ilości. Gra podzielona jest na 16 odcinków, każdy z nich rozpoczyna się tak jak telewizyjny odpowiednik, od krótkiego wstępu no i kultowego już zbliżającego się napisu"Lost".Gdy kończymy odcinek, również pojawia się logo odpowiednie do tego z serialu, a rozpoczynając następny etap mamy dobrze znane "Previously on Lost", lub jak kto woli "Poprzednio w Zagubionych". W własnie momencie możemy zapoznać się z wydarzeniami poprzedzającymi dany etap. Przejdźmy jednak na fabułę. W grze mamy doczynienia z postaciami (m.in.Ben, Desmond, Sawyer, Locke) i miejscami (m.in. Stacja Perła, obóz ocalałych) znanych z serialu. Same dialogi są dopięte na ostatni guzik. Graficy zadbali o to aby wirtualne odzwierciedlenia postaci z serialu były jak najbliższe pierwowzorowi. Tak więc mamy doczynienie z tajemniczymi uśmieszkami Johna Locke`a i dziwnym wyrazem twarzy Hurleya. Jesli chodzi o wygląd postaci to niepodobał mi się jedynie Desmond, był niedopracowany.Co do fabuły to miejscami ciut za szybko wszystko się dzieje, wydaje się że niewiele minęło od katastrofy a tu nagle musimy wpisac ciąg liczb do komputera w stacji łabędź, jednako to można wybaczyć gdyż nie spotkałem się jeszcze z dobrą grą na podstawie filmu, a co dopiero na podstawie serialu.
Tak więc po 5 odcinkach gry polecam ją wsztskim, a w szczególności miłośnikom serialu. Druga część wkrótce...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wszystko dobrze, ale...
OdpowiedzUsuńZdajesz sobie sprawę, że ta gra jest niekanoniczna? :>